-->

sobota, 4 października 2014

M22 - belgijski frietkot w Krakowie.

m22 krakow recenzja burgerownia burgerBurgerownie wzlatają i odpadają, obecnie mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Nowe miejsca powstają z potrzeby zaprezentowania autorskiego spojrzenia na burgera, a czasami na coś więcej. M22 powstało z potrzeby pokazania i rozpowszechnienia koncepcji Belgijskich frytek. Koncepcja ta jest jedyną słuszną w świecie zdominowanym przez inne sposoby przygotowywania frytek, które są tylko próbą doścignięcia oryginału. 

Na frytki, niestety wchodzi się przez drzwi, choć wolałbym przez dziurkę jak wskazuje strzałka..

Od razu nasuwa się pytanie skąd pochodzi tajemnicza nazwa. To pytanie być może nasuwa się tylko mi. Wydawało mi się, że w środku będzie pracowało 22 - óch Marków, ale raczej nazwa będzie pochodzić od numeru budynku i nazwy ulicy. Przez to łatwo ją zapamiętać. Możecie zapytać czasami tam pracujących właścicieli, którzy smażą frytki i grillują mięcho zgodnie z życzeniem co do jego wysmażenia.

Po wejściu do środka otrzymujemy tylko wrażenia wzrokowe. Sztuka nowoczesna z frytkami i wołowiną w tle jest pozytywnym aspektem tego frytbaru. Odpowiada to Belgijskim dążeniom dominacji frytek w świecie kultury. Ciekawe jak daleko lecą frytki. Na szczęście nie są to także wrażenia zapachowe, gdyż zapach smalcu wołowego, na którym są smażone frytki nie należy do przyjemnych. Brak zapachów zawdzięczamy nie świątecznym drzewkom Wünder - Baum, ale wielkiej srebrzystej rurze przebiegającej przez środek lokalu. Cóż poradzić, sanepid ma swoje prawa, a frytki mają swoje. 


jezyny blackberry sernik letni 


Prawem Belgijskich frytek jest podwójne smażenie świeżych ziemniaków odpowiedniego gatunku. Właściciele M22 posiadają cechę charakterystyczną perfekcjonistom. Nie korzystają z polskich ziemniaków, tylko z belgijskiej specjalnej odmiany świetnie nadającej się do smażenia w wysokiej temperaturze, a jednocześnie zachowującej doskonały smak. Wydaje mi się, że to odmiana Bintje lub Agria pochodząca z Niderlandów. Lecz kogo interesuje odmiana jedzonego ziemniaka, skoro po pierwszym kęsie jesteś w niebie, a nawet nie pukałeś do bram? Chrupiące, prawie słodkie frytki są miękkie w środku. Rozpływają się w ustach, a oblanie jednym z kilku sosów powoduje spotęgowanie wrażenia wizyty w chmurach. Godnym polecenia jest sos z suszonych pomidorów z miętą, zerwaną z okienka. Majonez gubi się gdzieś wśród smaku frytek. W Belgii jest odwrotnie, wśród dobrych sosów są słabe frytki. Ale oczywiście nie wszędzie, bo nie trafiłem do najlepszego frietkota. W balansie frytka - sos M22 przechyla się na rzecz wyśmienitych frytek. Sosy są robione na miejscu, widziałem na własne oczy, zaświadczam i oświadczam.

Moja towarzyszka, miłośniczka frytek, którą ciężko zadowolić produktem z ziemniaka powiedziała tylko dwa zdania: 

"Boże... (tutaj namiętnie westchnęła) będą mi się śniły frytki!";
"To są najpiękniejsze frytki jakie widziałam w życiu!". 

Po drugim zdaniu poczułem, że moja pozycja jako towarzysza jej życia jest zagrożona.
Wołowina nie jest hodowana na miejscu, ale z tego co wiem pochodzi z najlepszych źródeł i jedząc tam Burgera można poczuć się jak holenderski obywatel.* Burgera jadłem jednego, był to Kuryłkowy Dream. Zastanawiające jest pochodzenie tej nazwy. Znów wydaje mi się, że pochodzi od nazwiska jednego z właścicieli i jest jego dziełem, dzieckiem, które potrzebuje ciągłego doskonalenia. Doskonalenie się przyda, ale tylko w zakresie balansu smaków. Mięcho jest zadowalające, bo pochodzi od dobrego miejscowego dostawcy. 

Kolejnego dnia byłem w The Dorsz i doznałem takiego zawodu jakbym już został magistrem. Frytki vel. chips były z paczka, spalone i mało jadalne, a keczup Helmans nie był w stanie zagłuszyć smaku oleju rzepakowego. Do dziś jest mi niedobrze.

jezyny blackberry sernik letni

jezyny blackberry sernik letni

jezyny blackberry sernik letni
jezyny blackberry sernik letni


Jak to mówią Flamandowie: Geniet van friet!
Więcej na fejsie: m22
*burger (hol.) - obywatel