Ostatnie soboty owocują w spotkania z produktami. Chciałbym spotkać się ze znajomymi ale dziwnie nikogo nie ma. Jednak ktoś znalazł się na mój antcookowy lunch. Błędy w komunikacji głównie po mojej stronie. Buraki zostały zjedzone, a zapiekanka to sama przedniość.Dotarłem na plac Nowy, by poczuć nowe produkty. Prawdziwe produkty. Z krwi i kości. Zdrowych kości i krwi pełnej erytrocytów. Produkty pełne tożsamości, zrobione z pasją, zacięciem i niekiedy poświęceniem nie tylko własnego czasu, po to, by klienci mogli je jeść z przekąsem.
Plac Nowy na Kazimierzu już po raz kolejny gościł targi PRAWDZIWE PRODUKTY, o których możecie poczytać więcej pod linkiem wyżej. I będzie je gościł w każdy weekend, aż do końca świata, więc jest jeszcze czas, aby odwiedzić. Prawdziwe produkty to te, które walczą ze sztucznymi produktami z supermarketów i innych domów zbytu i masowej konsumpcji. Czułem się jak robak w sałacie. Prawdziwej sałacie.
Najpierw zdecydowałem się pokręcić dookoła, by rozejrzeć się za dobrymi produktami i spośród tych prawdziwych wybrać najprawdziwsze. Gdy zrobiłem kilka kroków, dostałem robotę. Pomogłem przestawić sery owcze i kozie - wędzone, dojrzewające, pleśniowe i inne podobne - z serwetki na ceratę. Będąc dobrym człowiekiem nigdy nie zaakceptowałbym za takie zadanie ani złotów. Zresztą, kto by zapłacić dobremu człowiekowi. Kanapka z owczą gorgonzolą i suszonymi pomidorami uratowała mnie przed małym głodem. A to wszystko z bieszczadzkiej serowalni Kozi Wypas.
Najbardziej przyciągającym młodych stoiskiem powinny być dobre konopie. Niestety z niewiadomego powodu pozbawione THC. Podobno chodzi o jakieś przepisy prawa, które wsadzają ludzi za kratki. Czeskie produkty są sprzedawane w Polsce. Kolejny raz strzelamy sobie w stopy, i to nie tylko swoje. Polskie konopie są sprzedawane czechom, którzy produkują z nich zdrowe herbatki - piłem i od razu poczułem się lepiej na duchu, soki i dbają o nasze zdrowie, a my im płacimy. No cóż, sprytniejszy zawsze zarobi. Niestety młodych nie było. Pewnie myśleli, że to jakaś prowokacja rodzimych służb antynarkotykowych.
Gdy chodzi o prawdziwe produkty nie ma bardziej prawdziwych niż polskie jabłka. Polskie jabłka, rosnące na polskiej patriotycznej ziemni urosły do rangi symbolu. Tym bardziej smakował mi z nich grzaniec, czyli ciepły sok jabłkowy z przyprawami korzennymi z Tłoczni Choczni. Pogoda dopisała, było nieziemskie słońce. Jednak taki grzaniec bije na głowę wszystkie winne z rynku i okolic. Tłocznia tłoczy wszelkie owoce, można do nich zawieść kilogramy owoców z własnych sadów, a oni zamienią je w sok, dzięki wielkiej sokowirówce. Nie wiem jak dużą mają, ale po ich soku ufam, że mają gigantyczną.
Była też wyjątkowa inicjatywa. Walenty Kania. Szerzej znany jako odważny w kuchni. Przyprawy od Kani uchodzą za najlepsze. Zapakowane w sposób, który chroni je przed pazernym słońcem i warunkami atmosferycznymi. Moja mieszanka grilla orleańskiego czeka na użycie latem. Specjalistyczne mieszanki przydatne w kuchni i nie tylko w kuchni, bo grill orleański użyję podczas majówki, by karkóweczka dostała orleańskiego posmaku. U Walentego można kupić autorskie przyprawy, gdy nie da się zrobić tego przy okazji jakichś targów. Gdy uda się wam spotkać pana Kanię na żywo, nie omieszkajcie spytać o jakiś przepis na wątróbkę. W tej kwestii zaufałbym bezgranicznie. W końcu to autor encyklopedii podrobów.
Oprócz prawdziwych żywieniowych produktów, obok odbywały się targi Rzeczy Niepowtarzalnych, czyli prawdziwy designu i rękodzieło.
Nie jestem fanem sushi. Odległość Krakowa od każdego wielkiego zbiornika wodnego powoduje, że żadna ryba nie dotrze tu na tyle świeża, by zrobić z niej sushi. Jednak jest alternatywa. Jest to Onigiri. Ryżowy trójkąt z wnętrznościami w Japonii tradycyjnie jedzony na śniadanie. Zjadłem go na drugie śniadanie z kurczakiem karage (kurczak, sos sojowy, sok imbirowy, sake, jajko, mąka). Niestety nie wiem, gdzie ich znaleźć ponownie. A zjadłbym pozostałe smaki.
Walentynki były okazją do walentynkowego dizajnu, jednak była jedna rzecz, która, jako początkującemu fotografowi, chcącemu wyróżnić się wśród pozostałych, może okazać się dużo bardziej przydatna niż wspaniałe zdjęcia. Jest to robiony na zamówienie pasek do aparatu od Strapophilia. Moim ulubionym jest czarna koronka na beżowym pasku, ale wiem, że teraz nie mogę sobie na niego pozwolić. A gdy chodzi o aparat to seksownie wyglądałbym w takiej koronce. Chociaż wolę go nago.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz