HISTORIA KLEPARZA
"Centrum Kleparza to duży rynek na który składał sie plac Matejki i Rynek Kleparski. Osada Kleparska położona na niewielkim wzniesieniu skupiała sie w pobliżu zbudowanego pod koniec XII wieku kościoła św. Floriana, stąd druga nazwa osady " Florencja " używana w XIV i XV wieku . Leżał Kleparz przy drogach handlowych przechodzących od Bramy Floriańskiej przez Prądnik, Miechów, na Toruń ( droga toruńska) i od Bramy Sławkowskiej na Sławków i Olkusz , a dalej na Śląsk i Wielkopolskę. Tędy też od wschodu z Mogiły wjeżdżali kupcy z Lublina i Sandomierza. Drogi te warunkowały lokalny handel głównie zbożem i bydłem . Słynął Kleparz z targów końskich. Na kleparzu obok kolegiaty św. Floriana zaczynał sie historyczny szlak zwany z czasem Drogą Królewską - ulicami Florianską , Rynkiem , Grodzką , Senacką , Kanoniczą , jechali na Wawel polscy królowie. W bliskiej nam przeszłości przez całe lata powojenne, a zwłaszcza trudny okres po 1980r. Stary Kleparz był miejscem , gdzie można było kupić niedostępne gdzie indziej produkty. Tu prosperowały świetnie sławne baby z cielęciną , tu kupowano odżywki dla niemowląt, egzotyczne owoce przywożone z zagranicy." *
Udało się osadzie Kleparskiej położyć się w miejscu na skrzyżowania szlaków. Dało jej to niezbędnych wtedy ale i dziś klientów. Klientele tą stanowią głównie starsi ludzie chodzący tam z przyzwyczajenia, być może wspominając lata 80. gdzie można było kupić te odżywki i pogadać z babą z cielęciną, dziś możliwe jest jedynie gadanie do cielęciny, baby nie mają czasu albo nie chcą gadać. Mają za dużo klientów i gadanie z każdym skończy się źle dla jej zatrudnienia i jakości mięsa, a wszystkim spieszy się zjeść schabowego. Mięso sprzedaje się za okienkiem, do których w sobotę zawsze jest kolejka, jak po coś dobrego a skoro jest kolejka znaczy jest dobre. Albo tanie. Wyznacznikiem tego podziału jest długość kolejki. Im dłuższa tym tańsze rzeczy są sprzedawane. Jak nie możecie nadziwić się długości kolejki to znak, że dają coś za darmo, a też podstawa do tego żeby w niej, bez wahania, stanąć.
Polski koleikizm przejawia się tutaj za każdym rogiem, a bardziej precyzyjnie kioskiem. Ludzie stojący w nich są różni i różnie stoją. Jedni lubią głośno mówić po co stoją, np. po pręgę wołową dla teściowej, bo nieoczekiwany jej przyjazd budzi krwawe skojarzenia z biczowaniem, inni stoją bo nie mogą siedzieć.
![]() |
| saszetka z wąsem |
Stanowczo więcej jest kolejek do mięsa niż do warzyw i owoców. Ten stan, nie tylko z Kleparza ale z całej Polski potwierdzają badania dotyczące spożycia owoców i warzyw w Europie. Jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w tym rankingu. Dumni możemy być za to ze spożycia mięsa. Warto pamiętać, że w rankingu długowieczności pierwsze są te narody, które nie jedzą dużo mięsa. Kleparz jest miejscem targowym już wiele wieków. Klientela długowieczna nie jest, jak na razie przychodzą tam osoby półwieczne i te blisko wiekowe.
![]() |
| Eleganckie panie kupując policzki wołowe swoimi dotykają witryny |
Ludzi młodszych o jedno lub dwa pokolenia w alejkach Kleparza można spotkać sporadycznie, zazwyczaj stoją oni po drugiej stronie stołu zaczynając karierę baby od serów, jabłek, jajek czy cielęciny z Kleparza, choćby krótką, pracując na wakacjach być może mają dość ludzi i z nienawiścią odliczają każdy dzień do rozpoczęcia nauki. Najlepszą motywacją do nauki może być ciężka praca. Młodzi lub w wieku lekkopodeszłym - jest to wiek ok. lat 30 ale percepcja starości zmienia się z wiekiem, też zdarzają się w alejkach. Wracając z porannych zajęć Ashtanga Yogi, co jest dziwnym połączeniem wyciskania ciężarów i fikuśnych figur relaksacyjnych, szukają lokalnych serów, hummusu, czy swojsko robionych wędlin, i udaje im się znaleźć je właśnie tu.
| |
| Oliwki i nie tylko |
Kolejnym hitem wśród wszystkich grup wiekowych są oliwki. Sprzedawane są na Starym Kleparzu w czwartki i sobotę i zachwycają różnorodnością smaku: wytrawne, ostre, czosnkowe i z pestkami lub nadziewane miłością, słońcem i morską wonią, zielone i czarne. Oprócz oliwek w ofercie sardynki, hummus, suszone pomidory i pesto. Więcej nie trzeba do szczęścia.
Trochę mniej od radosnego ich spożywania można znaleźć na: http://oliwkietc.pl
To, że Kleparz alternatywnie nazywany był "Florencją" dowiedziałem się od pani z Lawendą i jak się okazało z polem lawendy przy domu. Prowadzi je z całą rodziną. Kupiłem od niej pojemniczek z kwiatami, za każdym razem jak go otwieram, otwiera się przede mną bezkresny fiolet. Uderza przyjemnym zapachem i wiem, że lawendę zjem brutalnie, w maślanym ciasteczku albo w konfiturze, tylko muszę ją jeszcze zrobić z przepisu który podsunęła mi Lawendowa pani. Ale niech jeszcze pachnie!
| Złote za fioletowe |
Tydzień temu, gdy byłem na Kleparzu z wyprawą krajoznawczą stałem z notesem i ołówkiem zapisując co ciekawsze spostrzeżenia. Byłem jak inspektor sanepidu, szukający zdrowia we wszystkim co działo się dookoła. Na pomoc przybył szalony sadownik, w dobie kryzysu jabłkowego i widma pikujących zysków ze sprzedaży jabłek, rozdający je i nawołujący do spożywania na złość Putinowi w kolejnym akcie akcji #jedzjabłka. Wziąłem jedno i spokojnie gryząc myślałem o tym, że to właśnie mój ogryzek spowoduje nagły wzrost ciśnienia w układzie krążenia Prezydenta. Chrupałem delektując się każdym punktem, nie z powodu chęci wywołania relatywnego nieszczęścia, bo wiem, że Prezydent ma się dobrze i być może śmieje się z wszystkich, pijąc poranną kawę z samowaru. Moje samopoczucie było lepsze z tego powodu, że dostałem coś za darmo i co więcej nie musiałem stać w kolejce.


