-->

wtorek, 30 września 2014

Bruskelskie zamroczenie

Bruksela jest nietypowym miejscem do zwiedzania dla młodych, biednych polskich studentów oszczędzających w złotówkach. Tacy byliśmy my i dwaj inni, którzy pomylili bramy na lotnisku. Reszta prawdopodobnie leciała dokształcić się na Erasmusie lub poznać miłego, bogatego Belga. Rodzina w każdym zakątku Europy to dobra inwestycja. Moja wyjechała dobrowolnie wiele lat temu. Proponuję, już dzisiaj wysłać brata do Hiszpanii. Będzie to dobry przyczółek na coroczne wakacje nad morzem.


Na pierwszy rzut oka nie widać, że jest się turystą. Nie wydajemy zapachu. Nie zataczamy się, przynajmniej przed wyjazdem, nie mamy rozmarzonego wzroku na myśl o opuszczeniu kraju. Czuć jednak atmosferę odlotu, choć to nie był wyjazd na Martynikę. W samolocie strach był wyczuwalny przez silny antyperspirant bojaźliwości Bożej. Zawiodłem się przy lądowaniu, bo nie klaskali, a chciałem usłyszeć wybuch wdzięczności za uratowane życie. Wcześniej powierzone pilotowi i przez niego zagrożone. Grozi też irracjonalny strach przed krachem i chęć szybkiego podróżowania. Klaskano przy powrocie, ale nie wiem czy dziękowali za powrót do kraju czy było im żal pilota, bo nikt nie klaska. A może dla siary. 
Gościliśmy w domu Wujostwa. Zostaliśmy przyjęci ciepło i suto. Owocami morza, piwem i czekoladkami. Belgowie mają wszystko czego trzeba do życia - piwo, czekoladę i frytki. Czasami wszystko jest potrzebne na raz. Chciałem doświadczyć tego co mają do zaproponowania. Już pierwszego dnia doszło do lekkiego zamroczenia piwem i czekoladkami. Z około 400 rodzajów piwa sprzedawanych pod ponad 800 nazwami handlowymi udało mi się wyłuskać blondynki, brunetki, rude, rudawe, gorzkie, a nawet kwaśne. Wydaje się, że czekoladek jest znacznie więcej, a przyjemność jest równie nieziemska.

Jest sposób na spróbowanie każdego rodzaju piwa. Jest to długa droga okraszona cierpliwymi wybojami, hektolitrami piwa, i wąsami umoczonymi w pianie. Nie starczyło by czterech dni, ale nie chciałem spróbować wszystkich. Chciałem znaleźć takie za którym będę tęsknił, bo nie ma go w Polsce, a sprowadzanie go się nie opłaca. Wydaję mi się, że znalazłem.

Na próbowaniu piwa i oglądaniu domków - kamienic w dzielnicy Everett i Schaerbeek minął dzień pierwszy. Belgijskie piwo i spora ilość zjedzonych czekoladek wyleczyła moje przeziębienie, które przywiozłem ze sobą nie deklarując go na odprawie celnej. Minęło pierwsze zamroczenie Brukselą. Następny dzień był już znacznie bardziej surrealistyczny.

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki
bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki


bruksela zdjecia przewodnik frytki



bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki

bruksela zdjecia przewodnik frytki