-->

sobota, 9 sierpnia 2014

Antyembargowy chłodnik z jabłek o zapachu papy dachowej z cynamonem


chlodnik z jablek putin jablka

Embarga, wojna celna a raczej wojna gospodarcza. Obrzucanie się jabłkami, śliwkami, jarzynami, mlekiem w butelkach i kanistrach i cysternach, serami i innymi przetworami, a w szczególności mięsem nie trwa jeszcze w pełni. Wojna na wymienione produkty zacznie się na dobre już niedługo.
Ta gospodarcza walka mobilizuje do tworzenia akcji i działania kontrembargowego, aby wspomóc i ulżyć w niedoli polskich producentów. Jednak wszystkiego co polscy producenci wyprodukują nie zjemy. Gdyby wszyscy jedli tylko polskie polskie jabłka nie byłoby afery taśmowej bo to stało się m. in. z ekstrawagancji jedzenia kalmarów i ośmiorniczek w restauracjach. Każdy wie,  że chrupanie soczystego jabłka skutecznie zagłusza odbiór nawet najczulszego dyktafonu.



Szacuje się że skutkiem rosyjskiego embarga, byłoby zwiększenie spożycia jabłek do 15 kg rocznie na każdego polskiego obywatela, w tym też dzieci, co akurat wyszłoby im na dobre.*  A to tylko same jabłka, do tego należy dołożyć kilka kilogramów śliwek, pomidorów, mięsa, serów. Zrobiło się bardzo narodowo, jabłko stało się polskim symbolem dobrostanu, polskiej przedsiębiorczości w  postaci produkcji cydru i samego spożywania surowych jabłek na złość.

Co do polskich cydrów. Staje się modne albo nie tyle modne co w końcu widoczne na szerszą skalę to, że polski cydr istnieje, ma się dobrze i chciałby mieć się lepiej. Ma być mu dane mieć się lepiej. Rosyjskie embargo może być idealnym pretekstem do tego aby znieść zakaz reklamy niskoprocentowego alkoholu w godzinach aktualnie moralnie niedozwolonych. Mam nadzieje, że niedługo będę mógł zobaczyć wytrawny polski cydr w cenie która jest daleka od ceny angielskiego Westonsa lub francuskiego Cidre Artisanal le Brune a bliższą wymaganiom zmęczonego przerażającą pustką portfela.
Poniżej Marcin Wójciak pokazuje jak można wykorzystać cydr i połączyć go z kawą, a przy okazji wspaniała Irish coffee. Z kawą wszystko jest lepsze.


Prawdą jest że polskie owoce i inne produkty objęte embargiem i tak trafią na rynek rosyjski tak jak przez wiele miesięcy robiono z wieprzowiną, ale nie bezpośrednio. Zostaną sprzedane na tamtejszym rynku przez pośredników z Białorusi, Turcji, Kazachstanu i innych krajów bliskich rosyjskiemu stanowi umysłu . Polscy producenci stracą trochę drobnych, ale przynajmniej nie będą musieli tego wszystkiego zjeść sami, albo co byłoby traumatycznym doświadczeniem - wyrzucić. W najgorszym wypadku wszyscy w tym roku będziemy jeść najtańsze w historii dżemy, powidła i farsze jabłkowe, jabłka będą tarzały się gonione wiatrem po ulicach, parkach, placach, cmentarzach i placówkach dyplomatycznych. Zaleje nas fala jabłek w kierunku przejść granicznych w Kaliningradzie, gdzie będą jej dawali waleczny opór rosyjscy celnicy, zjadając je skrzętnie i wytrwale.

Jabłka w tym roku są wyjątkowe, z tych jabłek na wskroś i przekór prawdziwemu przywódcy Rosji postanowiłem dołączyć się do akcji ich konsumpcji . Wydaje mi się, że w ciągu roku zjadłem więcej niż 15 kilogramów jabłek. Bo jabłka zjadłbym z wszystkim: z bigosem, pierogami, frittatą, w calzone, z wołowiną, omletem, naleśnikami i z jeszcze inną odmianą jabłek. Tym razem jabłka przyjąłem w postaci chłodnika, z którym wiąże się mała porażka i zapach rozgrzanej papy dachowej, a teraz składniki:
  • 750 g polskich jabłek, koniecznie muszą mieć czerwone akcenty na skórce i białe gipsowane wnętrze i  być tylko naturalnie strącone z drzewa przez lecącego bielika.
  • 3/4 l mleka
  • 3/4 l wody
  • 2 łyżki śmietany 
  • pół szklanki białego wina
  • kawałek kory cynamonu
  • 60 - 100 g cukru w zależności od kwaśności jabłek
  • 50 g mąki
  • sok z połowy cytryny
Przygotowanie:
1.  Jabłka należy obrać, wykroić gniazda i pokroić w kostkę. Aby nie sczerniały trzymać je w zimnej wodzie.
2. Włożyć do rondla, wsypać cukier, wlać wodę i gotować aż zaczną mięknąć. Jeszcze nie można niczego zepsuć, ale potem zaczynają się schody i zapach zgrzewanej papy.
3. Ale to nie zgrzewana papa wlała wino do gotujących się jabłek a potem raptownie całe zimne mleko, co autentycznie i stanowczo odradzam. Są łatwiejsze sposoby, o którym powiedziała mi uprzejma jabłkowa - vendorka z Nowego Kleparza, na który udałem się po sromotnej porażce zwarzonego mleka. Najlepiej zdjąć rondel ze źródła ciepła.
4.  Potem wrzucić laskę cynamonu, wlać wino a potem stopniowo mleko np. kilka łyżek , jednocześnie mieszając. W międzyczasie trzeba przygotować śmietanę rozmieszaną z mąką. Do tego chłodnika koniecznie trzeba dodać przymiotnik "stopniowo", powtarzany z pokutnym uporem biedaków wchodzących na szczyt spełnienia na 28 stopniu Scala Sancta w Rzymie. Trzeba stopniowo dodawać mąki do śmietany, też mieszając.
5. Po wlaniu śmietany z mąką zagotować, zestawić z ciepełka, ostudzić, oziębić wzrokiem  lub wstawić do lodówki jeżeli samo patrzenie nie wystarczy.

 W zależności o użytego wina i ilości cukru będzie słodsze lub bardziej kwaskowate. Wolałem kwaskowate, więc cukier mam umiarkowany i pustą butelkę po włoskim wytrawnym białym winie Orvieto ze sklepu z owadem z rodziny chrząszczy w nazwie.
Mam też zdjęcie:

Spełniłem wewnętrzny przymus i obowiązek działania za złość, czuję się przemożnie spełniony po kolejnym dniu spędzonym w towarzystwie jabłek, papy dachowej i przede wszystkim cynamonu. Aby być bardziej antyputinowski postanawiam nie jeść kawioru, co nie będzie wielkim wyczynem zważywszy na fakt, że nigdy go nie jadłem.

Kolejny dzień zamierzam spędzić na podglądaniu ludzi i tego co mają na sprzedają na Starym Kleparzu, a potem na kolejnych targowiskach i placach Krakowa. Co jest tam najciekawszego a zasługuje na bezceremonialne odwrócenie głowy w drugą stronę?

Na koniec sucha ciekawostka: Ulubioną odmianą jabłek śląskich prawników jest ligol.


 * dane za tygodnikiem Polityka z 06.06.2014, nr 32