-->

wtorek, 16 września 2014

Camden Market i okolice

Przy dobiegających końca wakacjach zdarzyło się, że musiałem opuścić granicę mojej najukochańszej ojczyzny i udać się na Wyspy Brytyjskie. Marzyłem o tym już od dawna, jednak wolałbym sytuację bez możliwości zakupu biletu powrotnego. Wrócić musiałem. Sławne powiedzenie "podróże kształcą" ma w sobie cały kilogram ziarenek prawdy. Akurat w tej podróży nauczyłem się, już po godzinie od wyjazdu z domu, że nigdy więcej jako pasażer nie będę jechał Citroenem Jumperem. Siedzenia w nim należą do kategorii szkolnych, w których mając oparcie pod kątem 90 stopni da się wysiedzieć tylko 45 minut. Musiałem dać się wysiedzieć następne 24 godziny. 

Kłopotki trzymają się ludzi nieprzygotowanych. Znając tą ludową mądrość byliśmy odpowiednio nieprzygotowani. Po drodze we Francji, na szczęście blisko zjazdu na stację benzynową, dostaliśmy prezent od losu w postaci gumy. Nie była to guma Orbit, lecz w orbitę wystrzeliło powietrze w oponie busa wiozącego tonowy ładunek. Przyjemnie byłoby zrzucić winę na kogoś innego, ale nie było nikogo w pobliżu. Opona przejechała swoje i pod naciskiem ładunku została trafiona śmiertelnym zmęczeniem. Szczęściem jest, że bus dojechał do stacji benzynowej na 4 kołach, a nie dosunął się do pobocza na boku. Sprawna, niemal godzinna wymiana opony pozwoliła ruszyć dalej.
Z tego szczęścia dojechaliśmy spóźnieni na prom o całe 10 minut. Sprawa mogłaby potoczyć się inaczej, gdybyśmy zamiast do Dunkierki trafili od razu do Calais skąd odpływał prom. Po trzygodzinnym oczekiwaniu na następny dokonaliśmy bordażu na wielokulturową łajbę płynącą ku, dla wielu upragnionej Wielkiej Brytanii. Byli tam Francuzi, Niemcy i Holendrzy i Włosi jadący na wakacje swoimi kamperami lub korzystający z samochodowej swobody osobówki, Hindusi, Romowie, no i oczywiście Rodacy wracający z wakacji z kraju lub jadący za pracą, chlebem z masłem i normalnym życiem. Jednego z nich udało mi się poznać, niestety nie po przywitaniu, a po reklamówce z Biedronki. Biedronka dokonywała marketingowego abordażu na Wyspy i to w jednej siatce.

Mój kierowca, będąc motorem napędowym całej wycieczki, musiał zażyć snu arbitralnie skróconego do 30 minut, jednak rzeczywistej półtoragodzinnej drzemki. Ja zaś mogłem uraczyć się kawą i Blueberry Muffin. Okazał się zimnym draniem, bo był z lodówki, był mało słodki i niesmaczny. Może dlatego, że był przygotowany gdzieś daleko na angielskiej ziemi. Zrobię własne, by choć trochę zrekompensować sobie smak. 

Przyjazd do Anglii już w ramach Unii Europejskiej nie jest wielkim osiągnięciem. Nie wiąże się z niepewnością wpuszczenia przez granicę, jak to kiedyś miało miejsce. Być zatrzymanym na osobiste przeszukanie to wielkie przeżycie. Unia pozbawiła przyjezdnych tej niepewności, a jednocześnie ekscytującego elementu ryzyka.

Jadąc do Londynu w interesach, tylko pośrednio własnych, mogłem wybrać pomiędzy żywieniem się konserwą turystyczną, mielonką i pasztetem, a kupowaniem jedzenia na miejscu. Obie opcje zrujnowały by mnie w pewnym stopniu. Przyjaciel Kierownika, u których zatrzymaliśmy się na tydzień, wbrew jego przewidywaniom udostępnili nam lodówkę i kilka produktów w niej, co pozwoliło zaoszczędzić nam czas i oszczędności zgromadzone w złotówkach. Przyjacielem tym był Rakieta, któremu chciałbym serdecznie pozazdrościć posiadania Maccallana z 1976 roku, nie dla ceny oczywiście, ale słodko winnego smaku jaki ta whisky posiada. Spróbowałem i nie zapomnę wycieczki jeszcze długo. Nieodgadnione jest przezwisko Rakieta, pytałem Kierownika dlaczego nazywają tak Wojtka. W czasach młodości, gdy maluchy były luksusowymi środkami transportu, wrzucał wsteczny mówiąc "A tieper rakieta", no i maluch wystrzeliwał! Z racji budowy malucha i skłonności do dowcipu Rakiety jestem skłonny dać wiarę tej historii. 


Zamarzyłem zostać aktorem



Miałem tylko jeden dzień na zwiedzanie, pozostałe dni tygodnia wypełniła praca. Dowiedziałem się w niej, od starszego małżeństwa pod mieszkającego pod Oxfordem, że mam zadatki na aktora i jak się postaram, to mogę zostać kelnerem dorabiającym w telewizji. Byłem zdziwiony tą prognozą i stanem urody Angielskich aktorów. Po chwili mąż pary wyjaśnił, że widział jak stoję oparty o framugę, gdy pozostali, wyżsi rangą wykończeniowcy tyrają w pocie czoła. Z tego wniosek, że powinienem zostać albo aktorem albo prawnikiem, co wiąże się z podobną ilością wykonywanej, udawanej pracy. W końcu ktoś uświadomił mi coś co wiedziałem od zawsze. Telewizjo czekaj! 



camden market londyn wycieczka


Camden Market

 

Zwiedzanie rozpocząłem się od wycieczki do Camden Lock Market należącego do zespołu rynków w Camden Town. Jest to miejsce pełne wdzięku i wytworności skrojone na międzynarodową skalę. Odzwierciedla się to w ilości osób, które codziennie przewijają się przez sporą ilość sklepów oferujących dania, produkty i szpargały z zagranicy. Dania głównie z krajów, z których przyjechali imigranci i przywieźli ze sobą własne kuchenki. 

Doświadczyłem na własnej skórze doskonały chwyt marketingowy. Polega on na chwyceniu chińskiego lub tajskiego kurczaka, a właściwie jego mięsa w cieście usmażonego w głębokim tłuszczu, na pałeczki i zachęcaniu do darmowego spróbowania. Raz udało mi się spróbować - kurczak był chrupiący, a w środku miękki i nie zostałem zalany tłuszczem. Za drugim razem, wiedziony chęcią darmowego spożycia u innego vendora, jak dziecku zabawkę zabrano mi sprzed nosa proponowany kawałek. Sprawny Chińczyk przyciągną go szybko do siebie, gdy wyciągnąłem pazernie rękę. Przyciągnął także moją uwagę, bo już czułem chrupkie na języku. Po krótkiej dyskusji na temat potrzeb jedzeniowo - ekonomicznych udałem się dalej w poszukiwaniu kolejnych darmowych kurczaków.  

Oprócz darmowych kurczaków Camden ma do zaproponowania prawdziwą kuchnię świata.
Stoiska z kuchnią karaibską, bezglutenową, dietą paleo, crepes z nutellą, tajską, chińską, polskimi pierogami, domowym wędzonym jedzeniem, oczywiście kuchnią włoską i makaronami robionymi na miejscu, są tam codziennością i nie trzeba daleko iść żeby umrzeć z zachwytu. Niestety, pora nie była obiadowa co wcale nie znaczy że nie można zjeść obiadu. Nie przełamałem tej zasady i na drugie śniadanie było ciastko marchewkowe i kawa. Miało być z orzechami i pewnie cała blacha była, ale na kawałki przypadał tylko jeden orzech włoski, którym ciastko została ukoronowane. Doszedłem do wniosku, że marchewki i ciastka z nich są takie same w Polsce. 
camden market londyn wycieczka
puree z wegetarian


camden market londyn wycieczka
camden market londyn wycieczka
Taniec na schodach metra wymaga cierpliwości...
camden market londyn wycieczka
... jeść można bez cierpliwości


Horse Tunnel Market 

 

Camden Market posiada także podrynek - Horse Tunnel Market, w którym, co nie jest aż tak zaskakujące handlowano koniami i wyrobami konnymi, mieściły się tam także kuźnie. . Dzisiaj wszystko jest zajęte przez handlarzy badziewiem z Chin i Indii, a ówczesnych ludzi i konie symbolizują brązowe rzeźby. 

Jest trochę staroci, ubrań vintage, odpowiednio odnowionego dekoru do mieszkań, w którym może przebierać i wybierać tylko wyższa klasa średnia. Idąc z duchem czasu, gdy konie wymieniono na samochody, w miejscu Horse Tunnel Market powinien powstać salon mechaników samochodowych z Kabulu. Mam nadzieje, że to nigdy się stanie, miejsce ma klimat taki jak wtedy gdy przechadzały się tam konie kupując nowe alufelgi i żelazne ogumienie. 

Angielscy konserwatorzy zabytków opiekują się należycie każdym budynkiem i nie mogli stać obojętnie nad pomysłem zabudowania większości ceglanej podstawy szkłem i stalą. Wyszło wspaniale, a ze mnie wychodzi tylko zazdrość, gdy widzę taką realizację i myślę o Polskich rynkach.
camden market londyn wycieczka



Look Mum no Hands!

 

Pamiętam jak uczyłem się jazdy na rowerze i gdy już zdołałem prowadzić rower jedną ręką to nigdy nie mogłem przejść kolejnego kamienia milowego i puścić się z kierownicą. Ona nie miałaby nic przeciw puszczeniu mnie, a jednak bardziej ceniłem moją twarz i łokcie. Nie udało mi się nigdy jeździć bez rąk na kierownicy. Bez rąk też nigdy nie mogłem jeździć, bo jeszcze je mam. 
To czego mi nie udało się, nawet do tej pory osiągnąć, już dawno osiągnęli panowie i panie z Londyńskiego kawiarnio - baru na Old Street 49. Wcześniej tylko naprawiano tam rowery, teraz lokal się hipsterskim centrum hipsterstwa. To co mają oni najlepszego w sobie jest tam uosobione w postaci jakości kawy, piwa i wystroju wnętrz. Zamówienie odbiera się z szykownym bidonem, dla którego samochody mogą być jedynie tłem. Kawa rzeczywiście jest specjalna i pijąc moje espresso czułem się wyjątkowo, tak jakbym jechał bez trzymanki.
Dla wizytatorów: bez rączek
camden market londyn wycieczka


camden market londyn wycieczka


camden market londyn wycieczka

English Roast

camden market londyn wycieczkaBędąc na wyjeździe nie mogłem gotować i nie zrobiłem typowo angielskiego dania. Niestety nie żałuję tak bardzo jakbym chciał poużalać się nad tą porażką, bo przywiozłem ze sobą kilka książek kucharskich, z których zrobię niejedno angielskie danie. Robiąc z nich dania, będę uważał na zawartość celulozy w posiłku. 
Miałem okazję zjeść English Roast. Dla ciekawych, wygląda jak z obrazka. Jest wołowina w plastrach z doskonałym ciemnym pieczeniowym sosem z ziemniakami w dwóch postaciach, a do tego placek. English Roast może wydawać się odpowiednikiem polskiego schabowego z ziemniakami. Jest to tradycyjne danie barowe, więc porównanie to może być słuszne. Porcja wydawała się być ogromna, ale zniknęła szybciej niż została podana. 
Istnieje wiele opinii na temat angielskich pubów. Jedni uważają, że gdy wejdziesz do jednego to tak jakbyś wszedł do wszystkich naraz. Inni zaś widzą w każdym coś nowego, co różni ten Pub od poprzednich. Każdy Anglik ma własny Pub, ten który jest w jego okolicy, i jest skłonny oddać za niego życie, a co najmniej wypłatę.


Tate Modern Gallery

 

Krótkie zwiedzenie zakończyło się w galerii Sztuki Współczesnej Tate. Relatywnie nowy budynek Galerii oddany do użytku w 1994 roku, zaprojektowany przez szwajcarskich architektów z Herzog & de Mauron, zachowuje w największym stopniu to, co zostało po nieużywanej od lat. 80 - tych elektrowni na prawym brzegu Tamizy. Adaptacja budynku jest ze wszech miar doskonała. Galeria wygląda jakby tylko przez przypadek któryś artysta w celu zelektryzowania publiczności umieścił silnik w głównej sali mierzącej 152 metry długości i 35 szerokości. Jak to bywa z sztuką współczesną większości dzieł nie potrafiłem zrozumieć, nawet gdybym miał więcej czasu. Jedynie Lenin słusznie kazał iść na przód. Więc szedłem naprzód, jak idzie Tate rozbudowując się, by znaleźć miejsce na nową sztukę i uwygodnić zwiedzającym kontakt z nią.
camden market londyn wycieczka
camden market londyn wycieczka
camden market londyn wycieczka


camden market londyn wycieczka
Świątynia sztuki i jej wyznawcy
camden market londyn wycieczka
Indiańskie tipi
Drogie numerki! Chciałbym waszej reakcji. Będę wdzięczny za słowa krytyki kierowane, bądź to prywatnie, bądź publicznie. Największemu krytykantowi lub krytykantce wysyłam pocztą hermetycznie zamkniętego Blueberry Muffin. Jest o co walczyć, kopią i pastą lub zaostrzonym grissini.