-->

niedziela, 26 października 2014

Red Beef Burger

red beef burger krakow recenzjaStary Kleparz przeżywa reaktywację. Jest Pies Pianista, Oriental Spoon, Kaboom!, Oliwki etc., Che Bonta i inni. Decydując się na prowadzenie biznesu w tych okolicach trzeba zaakceptować folklor z nim związany. Razem z marudzącą klientelą i wytrwałymi nosami stojącymi wieczorem pod monopolem. Jednak nie ważne czy przy świetle dziennym czy wieczorem Stary Kleparz kwitnie przy każdej pogodzie. 


Ten piątek zaś okazał się wyjątkowo wstrętnym wstępem do czekającej nas zimy. Zapowiada się przerażająco zimna pora roku. Czego można spodziewać się po pogodzie, tego nie można o Starym Kleparzu. Miejsce to zaskakuje i żadne prognozy się nie sprawdzają. W czasach supermarketów i sklepów z Płazem na każdym rogu, to że rynek działa prężnie jest niebywałe. 
Tradycja krakowskiego targu udziela się nie tylko starszym robiącym tam zakupy. Czerpią z niej też młodzi. Tak jak krakowskim babom z targu chce się stać i sprzedawać co urodzi ich ziemia, młodym chce się robić burgery w lokalu pod nazwą Red Beef Burger. 

Piątek w polskiej rzeczywistości kojarzy się z postem, dniem bezmięsnym, cierpieniem i bezmięsną porażką. W najlepszym wypadku jest to dzień śledzia, w najgorszym kaszy i kiszonych ogórków. Dzień który został upodobany przez gremia kościelne na zakaz spożywania mięsa. Wieczór zwykle jest upojny.

W mieście z największą liczbą kościołów w Polsce, ale pełnym grzesznych młodych ludzi spodziewałem się w piątkowy wieczór tłumów ubrudzonych esencją z mięsa wołowego i sosem barbecue z dodatkiem whisky. Wplecionymi w brodę okruszkami bułki i ziarnami sezamu. Nie zobaczyłem tłumów, być może ze względu na godzinę, może zaważyło przerażające zimno albo to, że w menu nie było burgera ze śledzia.

Jednak nie ma przypadku, którym można by się wymówić przed zjedzeniem soczystego burgera. Tak świetnego, że przed podaniem zużyłem wszystkie chusteczki leżące na stole. Były potrzebne do wycierania stołu od cieknącej ciurkiem śliny na myśl o grzesznej wołowinie i sosie z whisky w burgerze Old Fashioned. Dla starych wyjadaczy wołowego mięsa z pomiędzy bułki dodatek pomarańczy i śliwki może być co najmniej zaskakujący w stopniu przekraczającym oczekiwania. Słupek oczekiwań został zmiażdżony przez kompletny smak rezultatu jaki przybył na tacy z wyzywającym napisem Old za który mógłbym się obrazić, gdyby burger nie był wyśmienity. 

Za kreatywność szefa kuchni, przelaną w burgery, zapłaciłbym każde pieniądze. O pieniądzach jakie żąda Red Beef Burger za swoje małe dzieła sztuki nie ma co pisać, bo byłaby to jedyna śmieszna rzecz w tym poście. Jako dzieło sztuki jedzenie jest ulotne bo nie zyskuje na wartości z czasem, zresztą trudno by było kolekcjonować burgery. Co najwyżej na zdjęciach. Taką kolekcję smaków chciałbym mieć na ścianie.

Z tego całego zachwytu bułka gdzieś odstawała, wydaje mi się, że była za mało maślana. Sposobów na frytki jest wiele, a wybrany sposób i rezultat smakowy staje się religią. Mam swoją i nie odpuszczę belgijskiego sposobu. Ale to tylko kwestia gustu. Kulturalne towarzystwo nie dyskutuje o gustach, bo może dojść do pojedynku na mięso. Towarzystwo może mocno rzucać mięsem. Wołowym. Krwistym. O jakie możecie poprosić w burgerze. 

Jednak wszystko co tu napisane jest też kwestią gustu. Ci, którzy ruszą kopie o najlepszego burgera w powiecie powinni zasiąść na paletowych meblach wśród wściekle czerwonego wystroju i wgryźć się kolejno w każdego burgera. Po zjedzeniu wszystkich naraz nie będą mogli wyjść i szukać następnego kandydata do miana króla grillowania bydła. Unieruchomienie poszukiwaczy najlepszego burgera nie jest jedyną przesłanką przyznania Red Beef miana świetnego. W końcu będą musieli się kiedyś wytoczyć, a wytoczą się z zadowolonymi ustami.

Starczy paplaniny. Więcej informacji na facebooku: RBB i oczywiście na miejscu na Rynku Kleparskim 14.

A i darmowe frytki na hasło: krk fm
red beef burger krakow recenzja

red beef burger krakow recenzja
red beef burger krakow recenzja