Jak wspominałem w poście o smutnych macarons - smutaski, makaroniki stały się moja chwilową obsesją. Trwała ona do czasu, aż wyszły. Czyli około 2 tygodnie. Wypiekane tylko w weekendy.
Te trafiają na konkurs Wedla, a moja obsesja musi znaleźć inny przedmiot zainteresowania.
Makaroniki rządzą się swoimi prawami, bez tego nie można zrobić ich choćby poprawnie.
1. Migdały muszą być zmielone jak najdrobniej, jeśli mielicie za pomocą blendera, koniecznie trzeba je przesiać przez sitko.
2. Białka muszą być ubite na sztywno z stopniowym dodawaniem cukru. Makaroniki tylko czekają, abyś dodał czegoś za dużo białka, gdy tak się stanie, będą smutne.
3. Mieszanie mąki i białka - tzw. Macaronage - mieszamy od dołu do góry przykrywając mąkę białkiem.
4. Kolejnym krokiem jest Macaronner - czyli mieszanie ciasta do czasu jak będzie wolno spływać z łopatki. Niektórzy mówią o 15 do 20 mieszaniach. Jednak lepiej żeby masa była zbyt gęsta niż zbyt rzadka.
5. Papier do pieczenia nie może być silikonowany - makaroniki dostaną zbyt dużo ciepła i staną się puste w środku.
6. Temperatura piekarnika nie może być zbyt wysoka - najbardziej optymalna jest ok 150 - 160 stopni. Wtedy powinny się piec od 12 lub 10 minut, w piekarniku z górnym grzaniem.
7. Makaroniki muszą odpocząć przed zdjęciem z papieru. Gdy będą zbyt wcześnie nie zejdą. Albo zejdą bez pied'a czyli tej pięknej stópki.
Polecam do próbowania i eksperymentów, bo smaków kremów i makaroników jest więcej niż można wymyślić.
By makaroniki były marmurkowe, korzystając z przepisu na radosne macarons, zamiast dodawać barwnika do białka, trzeba rozpuścić kilka kropel i wlać jako jedną kreskę do rękawa i nakładać.
Tutaj z kremem z białej czekolady:
- 100 g białej czekolady,
- 100 ml śmietanki 30 %
2. Nakładać na makaroniki rękawem cukierniczym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz