Są miejsca osobliwe, wyjątkowe, w których spotykają się ludzie pełni pomysłów. Ludzie ci są skorzy do wprowadzania pomysłów w życie. Nie są to idee czysto abstrakcyjne. Te pomysły - a raczej receptury, można później kosztować.
Receptury te wiążą się z ciepłym spotkaniem w gronie znajomych, sobotnim wieczorem lub wytrawnym zakończeniem posiłku. Miejsce, w którym byłem, było pełne nalewek.
Pewne osoby cyklicznie spotykają się by celebrować idee nalewki. Spotkania te niestety nie odbywają się co tydzień. Jest to wyjątkowe wydarzenie, odbywa się raz na rok. Niestety nie mogę opisać wydarzenia z dokładnością reportera ukrytego za krzakami albo za moździerzem. Oznaczałoby to szerzenie idei spożywania alkoholu i zachęcania do jego picia. Miłośnicy chcieliby uniknąć wszelkich oskarżeń i krzywych spojrzeń związanych z tą kwestią.
Dobrze wiemy, że nie trzeba nikogo zachęcać do spożywania. Jeśli stół ugina się od specjałów stworzonych przez wybitnych specjalistów, to nie trzeba nikogo poganiać. A gdy nalewka jest lecznicza (prawie wszystkie są) nie ma nawet mowy o jakimkolwiek podejrzeniu. Byłoby lekko absurdalne, gdyby ktokolwiek zniechęcał do leczenia. Zwłaszcza, że może być to jedyny lek na cierpienia dnia codziennego.
Specjaliści postarali się by stół był suto zastawiony. Nie sposób było spróbować wszystkich nalewek jakie się na nim mieściły. Zostały podzielone na 3 kategorie: słodkie, półsłodkie i wytrawne. Spośród wszystkich koniecznie zasługują na wymienienie tylko te, których spróbowałem. Wszystkie były wyjątkowe i nie tylko z tego powodu, że nie można ich kupić w sklepie.
- tarninówka - z tarniny,
- wybitna nalewka z czarnej porzeczki - do dzisiaj czuje jej zapach,
- pigwówka - z pigwy, a nie świni,
- piołunówka, o której krążyły legendy. Była tak pożądana, że zeszła w okamgnieniu,
- nalewka z mniszka lekarskiego,
- anyżówka,
- miodówka,
- malinówka,
- orzechówka - z zielonych orzechów włoskich z dodatkiem miodu,
- chyba jeszcze kilka
Po ich spróbowaniu czułem się lekko uleczony z kilku małych cierpień. Dwie małe buteleczki - mniszek i malinówka - zabrane na pamiątkę sprawią, że następne dni będzie lżej znieść.
jaką nalewkę poleca pan do zrobienia w sezonie zimowym?
OdpowiedzUsuńW sezonie zimowym najlepsza byłaby nalewka z tego co zostało w zamrażarce po letnich zbiorach owoców - może aronia, maliny. Gdy brak ich w lodówce to pozostaje jeszcze jarzębina. Zdecydowanie jarzębinówka. I jeszcze lepiej, gdy rośnie niedaleko.
OdpowiedzUsuńZapasy w zamrażarce są, jednak o mięsnych nalewkach nie słyszałam :) jarzębiny też nie widać, więc najpewniej skuszę się na cytrynówkę !
OdpowiedzUsuńMięsna nalewka nie przyszła mi jeszcze do głowy. Chyba chcę spróbować.
Usuń