Smutek i pogorzelisko. Francuskie macarons stają się obsesją - dążeniem do doskonałości. Droga będzie trudna i wiele nieudanych ciasteczek będzie musiało być zjedzonych. Niestety, nie stanę się Pierrem Marcolinim za pierwszym razem. Może za trzecim.
Nie jest wcale dziwne, że makaroniki nie wyszły. Nie mają, niestety nic wspólnego z makaronem. Gdyby miały, pewnie by wyszły. Trudno zepsuć makaron. Udałoby się za pierwszym razem. Trzeba się trochę z nimi posiłować, podobno Francuzi nie mają walki we krwi, dopóki polem bitwy nie jest kuchnia. Walczą z deserami. U nich jest to blitzkrieg. U mnie walka w okopach.
Niech ten post będzie przestrogą i uznaniem mojej porażki. Zdjęcia ustawię na tapecie, żeby szybko nie zapomnieć.
Niech ten post będzie przestrogą i uznaniem mojej porażki. Zdjęcia ustawię na tapecie, żeby szybko nie zapomnieć.
Celowo nie podaję przepisu, właściwy będzie jak wyjdzie. Co jest nietypowe jeśli chodzi o jego obecność.
Brązowe - czekoladowo - kasztanowe nadzienie
Zielone - nadzienie mięta i limonka.
To co się stało jest wynikiem za dużej ilości białka.
Brązowe - czekoladowo - kasztanowe nadzienie
Zielone - nadzienie mięta i limonka.
To co się stało jest wynikiem za dużej ilości białka.