Doświadczeniem, na które czekałem już od dłuższego czasu, zupełnie odmiennym od mityngów z kulturą dresową siedzącą tuż za oknem w mojej pięknej mieścinie.
Niezbyt często możemy spotkać i poznać inne kultury niż nasza w domach z betonu. Odwiedziłem, za pomocą niezbędnych kierowców, Tatarską Jurtę w Kruszynianach. Wróciłem zachwycony i, głównie z powodu jedzenia, chciałbym zostać Tatarem.
Niezbyt często możemy spotkać i poznać inne kultury niż nasza w domach z betonu. Odwiedziłem, za pomocą niezbędnych kierowców, Tatarską Jurtę w Kruszynianach. Wróciłem zachwycony i, głównie z powodu jedzenia, chciałbym zostać Tatarem.
Najlepiej wołowym.
Tatarska jurta jest prowadzona przez małżeństwo Państwa Dżennetę i Mirosława Bogdanowiczów. Jest to jedna z trzech rodzin tatarskich, które zostały w Kruszynianach i wciąż stara się kultywować tradycję swoich przodków i ich przodków. Wychodzi im to wyśmienicie. Gospodarstwo agroturystyczne prowadzone przez małżeństwo w zaciszu podlaskiej wsi skłania do odpoczynku, a atmosfera tworzona przez opowieści pani Dżennety jest nie do powtórzenia. Zapoznanie się z historią tatarskiego ludu i współczesnych zmaganiach o zachowanie tożsamości jest owocnym doświadczeniem. Wchodząc do tatarskiej jurty nie zapomnijcie nałożyć czapki i zjeść choć odrobinę wszystkiego co jest oferowane. Dlaczego? Tego musicie dowiedzieć się już na miejscu.
Główną osią, wśród której toczy się tatarskie życie jest jurta. Jurta jest to tradycyjne mongolskie dzieło architektoniczne. Dzieło to powinno stanąć w każdym zakątku świata. Jest lekkie, nie zajmuje wiele miejsca i przede wszystkim jest ekologicznym miejscem zamieszkania dla całych rodzin. Oczywiście, gdyby nie meczet nie było by tatarów. Jeden z zabytkowych meczetów stoi na Szlaku Tatarskim. Zielona elewacja, charakterystyczna dla religii muzułmańskiej i spokój pośród drewnianych domków. Niesamowite miejsce.
Niestety, nie jest moim zadaniem opowiadanie historii kultury tatarskiej. To zadanie zostawię Dżennecie i jej córkom. Z mojej strony wystarczą życzenia serdecznego braku jakichkolwiek problemów z budową Centrum Kultury Tatarów i krzewieniem jej wśród polskich pobratymców. Za granicą znakomicie to wychodzi, m.in. przypominanie współczesnym Izraelitom skąd tak naprawdę pochodzą i jak powinno się jeść ich dania. Dlaczego by nie miało wyjść u nas?
Wracając na właściwe jedzeniowe tory, usłane czik-czakami i czeburakami - będzie o jedzeniu. Wokół tego kręci się świat nie tylko chrześcijański. Muzułmański nigdy nie odstawał, a pewne dania go nawet prześcigają.
Tatarska Jurta i Dżenetta ma do zaoferowania niezliczoną ilość smakołyków dla osób z wielkim apetytem na kulinarną przygodę.
Niestety, nie jest moim zadaniem opowiadanie historii kultury tatarskiej. To zadanie zostawię Dżennecie i jej córkom. Z mojej strony wystarczą życzenia serdecznego braku jakichkolwiek problemów z budową Centrum Kultury Tatarów i krzewieniem jej wśród polskich pobratymców. Za granicą znakomicie to wychodzi, m.in. przypominanie współczesnym Izraelitom skąd tak naprawdę pochodzą i jak powinno się jeść ich dania. Dlaczego by nie miało wyjść u nas?
Wracając na właściwe jedzeniowe tory, usłane czik-czakami i czeburakami - będzie o jedzeniu. Wokół tego kręci się świat nie tylko chrześcijański. Muzułmański nigdy nie odstawał, a pewne dania go nawet prześcigają.
Tatarska Jurta i Dżenetta ma do zaoferowania niezliczoną ilość smakołyków dla osób z wielkim apetytem na kulinarną przygodę.
Warto odwiedzić podlaskie rejony dla widoków, powietrza, chwili spokoju i zwłaszcza z tych kulinarnych doświadczeń. Jednym z nich są Kartoflaniki- rosół wołowy z wielką i piękną pyzą z mięsem w środku.
Kolejnym, Kryszkonka - jednogarnkowe, duszone danie z warzywami i jagnięciną, idealnie przyrządzone, przyprawione i skomponowane - ziemniaki, marchewka, kapusta i sos mięsny. Chciałbym poetycko opisać to danie ale jedyne o przychodzi mi do głowy to: p o e z j a prostoty smaku. Nie można chcieć więcej od głównego dania.
Kołduny tatarskie, z których można siorbać. Wyśmienicie mięsne, a ciasto idealne - ręcznie wyrabiane warkocze zamykające soczyste mięso.
Pierekaczewnik - wyjątkowe ciasto sporządzane tylko na specjalne okazje, jak święta, śluby i pogrzeby. Wymaga długiego przygotowania - składa się z wielu warstw ciasta rozwałkowanego niemal na przezroczyście. Są dwa rodzaje - na słodko i z mięsem. Próbowaliśmy obu - z mięsem - z gotowanej w rosole wołowiny i na słodko, który ukoronował cały posiłek - pierekaczewnik z serem i jabłkami. Mój pierekaczewnik - pierwsza próba - [pierekaczewnik na słodko] nie mógłby nawet na niego spojrzeć. Rzadko używam, ale często wypowiadam w myślach, PRZEPYSZNE. Częściej mruczę zamiast mówić. A to jest warte każdego kilometra i każdego złotówczka. Jeśli chcielibyście przeżyć swoje mruczenie, trzeba zaplanować wakacje w Kruszynianach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz